Trudno powiedzieć jak wielkie ciśnienie musi wynikać z
układu w tabeli, abyśmy pojechali na wyjazd w mocnym zestawieniu i z mocnym
postanowieniem zagrania na zero z tyłu. Zupełna beztroska jaka towarzyszy nam w
rundzie wiosennej przedłużyła się niestety również na mecz z Wawrzynianką, w
znacznej mierze przecież decydujący o kolejności drużyn pod koniec tabeli. Nie
dość że sytuacja kadrowa jest skrajnie tragiczna, nadal niektórzy młodzi gracze
preferują bezładną kopaninę w juniorach zamiast zasilenia pierwszej drużyny.
Przestaję osobiście to wszystko rozumieć. Podobnie zresztą jak nasze zachowanie
na boisku. Znowu mieliśmy zdobyć bramkę i nastawić się na grę z kontry i znów
oczywiście nic z tego nie wynikło, ponieważ marnując kilka dogodnych sytuacji
straciliśmy beznadziejnie głupią bramkę gdzieś koło 12 minuty. Fakt ten znacznie
wpłynął na dalszy przebieg meczu, jak również sytuacja z 24 minuty, w której
sędzia nie uznał nam prawidłowo zdobytej bramki po absolutnie błędnej
sygnalizacji spalonego. Nie byliśmy na pewno drużyną gorszą od gospodarzy, jak
zwykle jednak dość rzadko w pierwszej połowie tworzyliśmy klarowne sytuacje
podbramkowe. Na domiar złego jeden nasz zawodnik (już nie chcę być podejrzany o
znęcanie się nad nim, więc nie powiem kto) zagrał w niegroźnej sytuacji do
Mansweta tak mocno, że ten niefortunnie interweniował podając piłkę pod nogi
napastnika i do przerwy przegrywaliśmy dwiema bramkami.
W drugiej połowie nastąpił okres znacznie lepszej gry
naszego teamu (a jednak się dało) przypieczętowany wieloma znakomitymi sytuacjami i niestety tylko
jedną bramką. Przytomnym strzałem z ‘karola’ popisał się Maciek. Nasze
działania w stylu nalotów dywanowych nie przynosiły efektów, miejscowi zaś
potrafili umieścić piłkę w naszej siatce egzekwując (a jakże) rzut rożny. Po chwili
kolejną bramkę kontaktową zdobył w zamieszaniu pod bramką Eduardo, mimo to nie
ustrzegliśmy się kolejnej bramki po rogu. Nasi obrońcy najwyraźniej interesują
się astronomią, gołym okiem widać że lubują się w bezczynnych obserwacjach ciał
przelatujących nad ich głowami. Przy dwubramkowej przewadze Wawrzynianki na
boisku pojawił się Dżusto junior i już po chwili zmarnował piekielnie dobrą
sytuację bramkową, w kolejnym podejściu jednak postanowił się zrehabilitowaćsprytnie pokonując golkipera gospodarzy. Cóż jednak z tego, skoro
z dziecinną łatwością straciliśmy piątą bramkę i mogliśmy myśląc ze zdenerwowaniem
o meczu Promienia wracać do domu.
Najwyraźniej mamy jakieś wsparcie z niebios, lub też nasz
główny konkurent w walce o utrzymanie
prezentuje poziom gry jeszcze słabszy od naszego, co doprawdy trudno sobie
wyobrazić. Podchodzimy do kolejnych spotkań tak samo jak w klasie C, mając
jakąś fałszywą świadomość że nie spadniemy,co na dzień dzisiejszy wcale nie
musi mieć związku z prawdą. Jeśli nawet tym razem się uda, to rodzi się pytanie,
co z kolejnym sezonem. Z taką postawą na pewno nie powtórzymy tego ‘osiągnięcia’
jakim jest ostatnie bezpieczne miejsce w B klasie. Może mimo wszystko wstąpią w nas jakieś nowe siły?
» 1 Komentarz
1"Prawda" z piątek, 25 czerwiec 2010 14:59przez Nie
(04.09) Zwycięstwo, choćby w najskromniejszych rozmiarach bardzo cieszy, tym bardziej że nie wszyscy u nas są dostatecznie 'zdrowi' na niektóre wyzwania.