Dziwnym trafem po ostatniej miernej frekwencji w meczu z
Dębem, na spotkanie z outsiderem tabeli przybyła cała rzesza naszych
zawodników. Może miało to związek ze świątecznym charakterem tego dnia, może
jednak zaważyła znacznie korzystniejsza aura. Koniec końców do meczu
podeszliśmy w pełni zmobilizowani, co więcej dzięki fedrującemu w pocie czoła
Eliemu byliśmy zabezpieczeni nawet na wypadek nagłych opadów – udrożnienie odpływu
z murawy może w przyszłości uratować nam tyłek.
Tym razem chyba już nikt nie wyobrażał sobie że nie
zdobędziemy kompletu punktów. Rajsko poza własnym boiskiem nie ugrało jeszcze nawet
oczka i jest dla wszystkich już praktycznie C klasowcem. Pewne obawy przyszły w
10 minucie, kiedy nieprzyjemnej kontuzji rozcięcia łuku brwiowego nabawił się
Dudi i trzeba było do boju wpuścić Jaro, trzeba przyznać dość zaskoczonego całą
sytuacją. Całe szczęście, że już za kilka minut padła bramka dla Zrywu po
niefrasobliwej interwencji obrony gości i przytomnym starcie Kaliego. Co
ciekawe drużyna z Krakowa nadal grała jak na początku meczu, nic nie wskazywało
że bronią się przed spadkiem. Druga bramka dla naszych padła w trzydziestej minucie po fantastycznym dograniu
z tzw. timingiem od Kaliego do Kaczora (tego brakowało z Dębem).Właściwie na tym powinien zakończyć się opis
pierwszej części gdyby nie dwa kuriozalne zagrania Rafaello z ostatnich minut
przed przerwą. Najpierw nie trafił głową w piłkę będąc z nią sam na sam, czym ‘wypuścił’
dwóch napadziorów Rajska na pojedynek z Magicem, który na szczęście przegrali.
Zaraz jednak nastąpiła kolejna niezrozumiała decyzja naszego stopera i tym
razem szczęściu już nikt nie pomógł. Straciliśmy bramkę do szatni, co miało
bardzo znaczny wpływ na przebieg drugiej połowy.
Po zmianie stron przyjezdni grali z niebywałym wręcz
animuszem. Raz za razem dochodziło pod naszą bramką do niepokojących sytuacji,
gościom brakowało tak naprawdę tylko zimnej krwi przy akcjach w ataku. Sytuacja
ta trwała całe piętnaście minut, a zakończyło ją dopiero sprytne wyczekanie
obrońcy przez Deusa w polu karnym Rajska, co dało nam ‘wapno’ z premedytacją
wykorzystane przez Kaczora. Bramka ta dała nam głęboki oddech a gości jeszcze
bardziej zmobilizowała do lepszej gry. Ostatnie pół godziny to całkiem niezłe
widowisko biorąc pod uwagę pozycje w tabeli obu drużyn. Nie zmienia to jednak
opinii większości kibiców, że w meczu z Dębem graliśmy lepiej. Do dziś nie
wierzę w tamten wynik.
Podsumowując, trzy punkty w Boże Ciało znacznie
przybliżyły nas do utrzymania w B klasie, możemy grać na większym luzie, choć
przestrzegam przed hurraoptymizmem, bo wszelkie znaki na ziemi i niebie
wskazują, że nadchodzą kolejki cudów. I to wcale nie tych związanych z
kolejnymi świętami kościelnymi. Z innej beczki, znamienny jest fakt, że
zwycięstwa od kopa poprawiają atmosferę w drużynie, co dało się zauważyć przy
grillu. Mnie najbardziej podobała się swoista kulminacja imprezy, czyli
międzypokoleniowa dysputa o wyższości imion typu Józef, tudzież Maryja, nad tymi
nadawanymi latoroślom obecnie. Szczęśliwym trafem jeszcze tego samego dnia
wszyscy dotarli do swoich domów, bowiem już o świcie okazało się że boisko
Zrywianki jest niemal odcięte od świata na skutek podmycia jedynej drogi
dojazdowej do niego. Na zbiórkę przed meczem w niedzielę proponuję więc przybyć
koleją. Rozkład jazdy na www.pkp.pl ;)
(04.09) Zwycięstwo, choćby w najskromniejszych rozmiarach bardzo cieszy, tym bardziej że nie wszyscy u nas są dostatecznie 'zdrowi' na niektóre wyzwania.